Wyszukiwanie

Licznik

Liczba wy鈍ietle:
979425

Św. Rita - patronka spraw niemożliwych i beznadziejnych

Św. Rita z Bazylice w Cascia

WSTĘP

 

Święta Rita jest czczona w Kościele katolickim jako patronka spraw trudnych i beznadziejnych. Żyła na przełomie XIV i XV wieku. Urodziła się we Włoszech, w małej wiosce Roccaporena, oddalonej 5 km od Casci. Cascia to miejscowość i gmina w regionie Umbria, w prowincji Perugia, w Apeninach.  Według danych na rok 2004 gminę zamieszkiwało 3 250 osób.

Umbria to region leżący w środkowych Włoszech, na zachodzie graniczy z Toskanią, na wschodzie z Marche, a na południu z Lacjum. To teren w większości górzysty (53%) i pagórkowaty (41%), zaledwie 6% regionu to tereny nizinne. Najwyższy punkt regionu znajduje się w paśmie górskim Monte Vettore na granicy z Marche i znajduje się 2476 m n.p.m., najniższy zaś punkt regionu znajduje się w dolinie Tybru, w gminie Attigliano (96 m n.p.m.).

W skład regionu wchodzą 2 prowincje:

·         prowincja Perugia

·         prowincja Terni

Prowincja Perugia jest jedną ze 110 prowincji we Włoszech. Nadrzędną jednostką podziału administracyjnego jest region (tu: Umbria), a podrzędną jest gmina. Prowincja ta liczy 59 gmin.  

            W Umbrii byłem dwukrotnie. Za drugim razem odwiedziłem miejscowości związane z życiem św. Rity: Cascia i Roccaporena. Jest to chyba najpiękniejszy zakątek Italii. Tam naprawdę trudno nie dziękować Bogu za piękno stworzonego świata. Tam człowiek doznaje zachwytu w stu procentach. Tym bardziej jest to piękna kraina, iż o niej mówi się: Kraina Świętych! Większość turystów czy pielgrzymów pamięta np. Asyż czy Spoletto. One też leżą w Umbrii. Miasta zbudowane z kamienia na stokach gór, kręte, wijące się drogi – to tam  normalny widok. Pojechałem do św. Rity, aby na własne oczy zobaczyć jej krainę. Chciałem jej podziękować za wszystkie odebrane łaski, za jej opiekę nade mną, za to, że mnie zawsze wysłuchuje. Wtedy nie wiedziałem jeszcze, że doświadczę tam potęgi jej wstawiennictwa. Wrażenia stamtąd pozostaną w mojej pamięci już na zawsze. To robi wrażenie i buduje duchowo. Uwierzcie mi! Wybierz się tam jak najszybciej, to tylko dwa tysiące kilometrów. Zobaczysz to, co opisałem na własne oczy! Nie będziesz żałował!  

 

DZIECIŃSTWO

 

Św. Rita przyszła na świat się około 1380 roku w małej umbryjskiej wiosce, w Roccaporena, niedaleko Cascii. Urodziła się jako jedyne dziecko prostych i biednych ludzi - Antoniego i Amaty Lotti. Była dzieckiem uproszonym u Boga i długo oczekiwanym, gdyż jej rodzice byli już w podeszłym wieku, kiedy urodziła się im córka. Kim byli jej rodzice? Wszyscy w Roccaporena i w okolicy znali ich jako ludzi dobrych, pracowitych i pobożnych.Małżonkowie budowali przykładem otoczenie. Realizowali w życiu ewangeliczne cnoty. Przede wszystkim wprowadzali pokój. Zwano ich rozjemcami, bo dokładali wszelkich starań, najczęściej wieńczonych sukcesem, by zażegnywać spory między sąsiadami.Ojca nieraz proszono, aby był pośrednikiem i rozjemcą w takich sporach. Matkę często wzywano do chorych – odwiedzała ich, pielęgnowała, opatrywała rany, udzielała pomocy.

Na chrzcie świętym w kościele św. Marii – Pleby w Cascii otrzymała imię Rita. Imię to jest zdrobnieniem imienia „Margarita”, polskim jest Rita.Jako mała dziewczynka nie stwarzała rodzicom problemów, była wesoła, pogodna i pracowita. Od najmłodszych lat rozumiała, że prawdziwym pięknem jest piękno duszy miłującej Pana Jezusa. Z wiekiem jej wiara pogłębiała się. Bardzo kochała rodziców, dom rodzinny i piękne, choć dzikie górskie okolice nad potokiem Corno. Chętnie pracowała w swoim małym ogródku położonym na zboczu jednej z gór, gdzie między innymi hodowała czerwone róże. Stąd często św. Ritę nazywa się „świętą wśród róż”. Lubiła wspinać się na wysokie skały, by stamtąd podziwiać wspaniałe widoki - i wtedy zdawało jej się, że tam w górze jest jakby bliżej Boga, który stworzył to całe piękno. Mała Rita wzrastała w głęboko chrześcijańskiej atmosferze, w rodzinie, wdzięcznej Bogu za wielką łaskę jej narodzin, tak długo oczekiwanych. Otrzymała wszelkie zasady wiary, a przede wszystkim przykład. Od najwcześniejszych lat rodzice uczyli jej modlitwy i wzbudzali miłość do Boga i Maryi. Bardzo wcześnie Rita zaczęła podejmować małe, dziecięce umartwienia. Spontanicznie czyniła wszystko, aby pomóc starszym już rodzicom. Nie ma się zatem co dziwić, że już od wczesnej młodości Rita pragnęła poświęcić swoje życie Bogu w życiu zakonnym.

Z narodzinami św. Rity wiąże się też pewna legenda. Otóż, w pewien jesienny dzień, zajęta pracami domowymi Amata usłyszała szum wiatru, a potem głos, który wyszeptał: «Nie lękaj się, Amato. Urodzisz dziewczynkę. Antoni i ty będziecie ją bardzo kochać, ale Pan ukocha ją jeszcze bardziej!» Kiedy nadszedł wieczór powierzyła Antoniemu słowa Anioła. Któż bowiem, jeśli nie Anioł, mógł wypowiedzieć takie słowa? Po jakimś czasie znowu dał się słyszeć szum wiatru i ten sam głos powiedział: «Amato, zbliża się dzień narodzin. Nazwiesz ją Rita, ku czci świętej Margarity. To zdrobnienie imienia, lecz stanie się dzięki niej wielkie!» Słowo „Margarita” znaczy po łacinie perła. Rzeczywiście dziecko stało się jedną z drogocennych  pereł Kościoła. I tak w 1360 roku urodziła się małżonkom Lotti córeczka – mała Margarita. Wszyscy sąsiedzi przybyli pogratulować szczęśliwym małżonkom, ale i wszyscy dziwili się nadanemu dziecku imieniu Rita. Nie było go w tradycji żadnej z rodzin i nawet proboszcza parafii Cascia trzeba było prosić, by zechciał ją pod tym imieniem ochrzcić.

Inne podanie dotyczy historii z pszczołami.  Świadczy o tym, że święta od początku była dzieckiem bardzo wyjątkowym. Rodzice Rity pracowali w polu. Kiedy dziewczynka miała zaledwie rok, a pogoda była sprzyjająca, zabierali ją ze sobą i kładli spać w cieniu w wiklinowym koszyku. Pewnego dnia wieśniak, zraniwszy się sierpem, spieszył do domu opatrzyć ranę. Przechodząc obok dziewczynki stanął zaskoczony widokiem roju pszczół latającego nad nią. Wchodziły nawet do ust, nie czyniąc jej krzywdy. Mała Rita uśmiechała się tylko. Przerażony wieśniak wyciągnął jednak zranioną rękę, aby je odgonić. Kiedy odsunął rękę, zobaczył, że został całkowicie uzdrowiony. Nie ma potrzeby wracać do domu. Pobiegł więc opisać, co się stało rodzicom, pracującym w pobliżu. Rodzice i cała wioska zadawali sobie pytanie: Kim będzie to dziecko?      

MAŁŻEŃSTWO

 

Wspomniałem już, że marzeniem Rity było życie zakonne. Ale rodzice nie chcieli o tym słyszeć. Trudno im się było dziwić. Byli już starzy i schorowani, potrzebowali coraz bardziej pomocy i opieki. Zresztą, inaczej wyobrażali sobie szczęście ukochanej córki. Nie brali w ogóle pod uwagę życia zakonnego dla swojego dziecka. Szukali męża, zabiegali o spotkanie z kandydatem.Wkrótce oznajmili czternastoletniej dziewczynie, że planują dla niej małżeństwo.  Doprowadzili do zaręczyn. Ich wybrańcem był Fernando Mancini. Tu małe wyjaśnienie. W wielu różnych biografiach świętej można spotkać inne imię tego człowieka – Paolo, ja jednak zostanę przy tym pierwszym imieniu. Powód jest prosty: jeden z synów Rity miał na imię Paweł.   

Fernando Mancini, do niedawna jeszcze żołnierz, który właśnie powrócił do wsi, poprosił o rękę Rity. Poddając się ich woli poślubiła Fernanda człowieka podobno przystojnego, ale o bardzo trudnym charakterze. Rodzice byli zachwyceni, bo pozycja społeczna przyszłego męża Rity była wyższa od ich stanu. Tylko samej Ricie daleko było do zachwytu. Plan ten oznaczał rezygnację z życia zakonnego. W dodatku Fernando miał opinię człowieka brutalnego, pijaka i lubiącego uciechy. Rita próbowała się przeciwstawić, jednak rodzice byli nieugięci. W ich decyzji dziewczyna starała się więc widzieć wolę Bożą, sądząc, że to Bóg uznał ją za niegodną stanu zakonnego. A może, po prostu, Bóg dał Ricie możliwość bardziej skutecznej pomocy swoim rodzicom? Nie nam o tym sądzić. Boże drogi nie zawsze są zgodne z naszymi.    

Na początku małżeństwa wszystko było jednak nowe i piękne. Byli szczęśliwi. Jej życie małżeńskie bardzo szybko okazało się być bardzo trudnym. Po ślubie, po upływie zaledwie kilku tygodni, w zachowaniu Fernanda wzięła górę natura. Mancini okazał się być człowiekiem brutalnym, gwałtownym, rozpustnym i skłonnym do awantur. Na początku Rita buntowała się, robiła mu wymówki, wyrzucała mu, że nie troszczy się o rodzinę. Chciała go przekonać, nawrócić, zmienić. Biedna Rita cierpiała w milczeniu. Z pokorą znosiła upokorzenia i brutalne traktowanie ze strony męża.  Mimo tego w tradycji miejscowej zapisuje się jako kobieta, żona i matka o nienagannym charakterze i niezwykłych przymiotach duszy. Nigdy nie wyzbyła się łagodności i cierpliwości. Była tak łagodna, że jej sąsiadki, które dobrze zdawały sobie sprawę z jej sytuacji nazwały ją niewiastą bez urazy. Rita ofiarowywała swe cierpienia za nawrócenie męża. Dorzucała do nich umartwienia wszelkich rodzajów, również częste posty. To była jej Boża „broń”: modlitwa i post. Z czasem Jezus pozwolił jej zrozumieć, że w ten sposób daje udział w swoim krzyżu i oczekuje od Rity tym większej miłości. To ona sama najpierw musiała się zmienić, zdobyć się na cierpliwość, wyrozumiałość, łagodność, pokorę, przebaczenie. Patrzyła na krzyż Jezusa i uczyła się tak jak On odpowiadać na wszystko miłością. Jezus powoli przemieniał serce Fernanda.    

Fernando gorąco pragnął dziedzica dla zapewnienia ciągłości rodu. Szczęśliwe rozwiązanie dało uradowanym małżonkom bliźnięta: Jakuba i Pawła. Fernando zaczął w końcu dostrzegać nadzwyczajne cechy swojej małżonki. Jego natura złagodniała nieco i małżeństwo zaznało ponownie na jakiś czas prawdziwego szczęścia, czego nie wróżyły początkowe burze. Jednak to szczęście nie miało trwać długo.

Fernando tęsknił do dawnego życia, pełnego przygód. Nudził się na wsi, drażniło go ubóstwo, skromne warunki, ciężka praca. Coraz częściej przebywał poza domem, odwiedzał dawnych kompanów. Rzucił się w wir działań stronnictwa partyjnego, dla którego niegdyś walczył. Ludzie we wsi patrzyli na niego niechętnie. Wzmagały się stare zatargi i niepokoje. Rita bała się o niego, ludzie w górach łatwo chwytali za sztylet. Dawne życie znów wciągnęło go w swe sidła. Na nowo odżyły ambicje, urazy, złe humory, wybuchy złości. Robił w domu awantury, krzyczał, nawet bił. Wiele wtedy przeżyła, niejedną noc przepłakała. Najbardziej jednak martwił ją wpływ męża na synów i zły przykład, który im dawał. Pomimo starań matki synowie nie wyrośli na dobrych katolików, lecz odziedziczyli charaktery po ojcu. Byli do niego bardzo podobni – tak samo porywczy, gwałtowni, niecierpliwi, skłonni do bójki z byle powodu.

Cascia szykowała się do wojny. W okolicy odżyły walki wrogich stronnictw. Fernando już się do nich nie mieszał. Ale pewnego, zimowego dnia wyruszył do zamku Collegiacone, aby ostrzec swego dawnego kapitana o planowanym na niego zamachu. I już nie wrócił. W ciemnościach nocy dosięgły go sztylety jego wrogów. Był to efekt vendetty, czyli rodowej zemsty. Ludzie znaleźli go w lesie konającego. Przynieśli do domu zbroczonego krwią. Wtedy sąsiad dał znać Ricie, że Fernando wpadł w zasadzkę. Kiedy przybiegła do jego posłania wydał właśnie ostatnie tchnienie. Sąsiad oświadczył, że w ostatnich słowach przebaczył napastnikom i zwrócił się w modlitwie do Boga, przeprosił Ritę i poprosił Kościół o wybaczenie. Nieszczęśliwą wdowę pocieszyła myśl, że jej mąż umarł po chrześcijańsku. To najlepsza gwarancja, że odnajdą się razem w Raju. Mówiono nawet, że Niebo objawiło Ricie, iż jej mąż osiągnął zbawienie. Przeżyli razem 18 lat.

Fernando przebaczył. Ale synowie nie przestawali myśleć o krwawej zemście. Byli już prawie dorośli. Matka wielokrotnie usiłowała im to wyperswadować. Na próżno. Bliźniacy nie przebaczyli tak łatwo jak matka. W ich ustach były tylko słowa zemsty, uczucie ludzkie, lecz mało chrześcijańskie. Rita długo im tłumaczyła, że ten, kto nie przebacza, sam nie otrzyma przebaczenia i poważnie zagraża to jego zbawieniu. Nie chcieli tego zrozumieć. Rita podwoiła więc modlitwy i pokuty dla ich nawrócenia, a oni z uporem trwali w chęci zemsty. Rita była przekonana, że lepiej jest umrzeć przebaczając, niż żyć bez przebaczenia. Rita prosiła więc wtedy: „Boże, uchroń ich przed złem, nie pozwól im popełnić tego strasznego grzechu!”. Kilka miesięcy po śmierci ojca bracia powrócili z pola w gorączce. We wsi szalała wtedy zaraza. Żaden środek nie okazał się skuteczny, choroba szybko postępowała. Matka poprosiła dla nich o sakramenty. Wtedy wybaczyli zabójcy ojca. Umarli w odstępie kilku dni, wolni od nienawiści oraz pojednani z Bogiem i ludźmi. I tym razem Bóg wysłuchał Ritę.

 

CUDOWNE PRZYJĘCIE DO ZAKONU 

 

            Dziwne są koleje naszego życia. Wydawało się, że Bóg „zabrał” Ricie już wszystko: rodziców, męża, dzieci. Tragedia goni tragedię. Boże plany są jednak dziwne i nieprzeniknione. Pan uczynił Ritę wolną dla siebie. W ten sposób mogło spełnić się jej marzenie o życiu zakonnym. Poprosiła więc o przyjęcie do klasztoru. Przeorysza przyjęła ją, wysłuchała i obiecała przedstawić jej sprawę kapitule. Jednak kiedy Rita przyszła ponownie, odpowiedź była negatywna. Przeorysza oświadczyła, że zgromadzenie przeznaczone dla panien nie może przyjąć wdowy. Odmowa nie zniechęciła Rity. Po jakimś czasie znowu zapukała do bram klasztoru. Otrzymała tę samą odpowiedź negatywną. Przyszła więc po raz trzeci i tym razem spotkała ją odmowa. Wydawało się jednak, że prawdziwy powód tej odmowy był inny. I faktycznie powód był zgoła inny.

W klasztorze w Cascia przebywały zakonnice pochodzące z dwóch wrogich sobie rodzin w okolicy. Niektóre z nich były więc z rodziny zabójcy Fernanda. Przeorysza bała się, że Rita będzie wmieszana w konflikt między rodziną męża a rodzinami jego zabójców i że klasztor może na tym ucierpieć. Przed przyjęciem Rity trzeba było pogodzić obydwa rody. Rita była przekonana o tym, że to właśnie stanowiło zasadniczą przeszkodę jej przyjęcia do klasztoru. Wzięła więc do ręki laskę podróżną i zaczęła pukać od drzwi do drzwi jako posłanniczka pokoju. I dokonał się cud: wszyscy mieszkańcy wioski pogodzili się ze sobą. Ona zaś oddała się modlitwie i tak stało się to, co było dotąd niemożliwe. Z Bożą pomocą dopiero po 6 latach uzyskała dokument pokoju zawartego między skłóconymi rodzinami. Wtedy wreszcie otwarła się przed nią furta klasztoru. Ta jednak otwarła się także w cudowny sposób.

Otóż, pewnego zimowego wieczoru usłyszała, że ktoś wywołuje ją na dwór. Otwarła drzwi i zobaczyła nieznajomego, odzianego w zwierzęcą skórę. Przypominał św. Jana Chrzciciela z tamtejszego kościoła. Osobnik dał znak, aby szła za nim. Rita ubrała płaszcz i poszła. Doszli do skały wznoszącej się nad całą osadą Roccaporena. Tam przyłączyli się do nich dwaj inni święci, znani Ricie z wizerunków kościelnych: Augustyn i Mikołaj. I nagle, nie wiedząc jak, nasza bohaterka znalazła się w kaplicy klasztoru! Przeorysza odniosła się do tego widocznego cudu początkowo nieufnie. Zaczęła wypytywać siostrę furtiankę, czy wszystkie drzwi były wieczorem dobrze zamknięte. Po otrzymaniu odpowiedzi twierdzącej, poprosiła o wyjaśnienia tę, która pozwoliła sobie na takie wtargnięcie. Rita odrzekła po prostu: «Pan tego chciał, moja Matko!» Nie przekonana przeorysza pytała dalej: «Kto stał się twoim wspólnikiem, umożliwiając ci wejście tutaj?» Rita opowiedziała jej więc w szczegółach, kto jej dopomógł. W tej sytuacji przeorysza wraz z innymi siostrami podjęła wreszcie tak długo oczekiwaną decyzję: Rita zostaje przyjęta po to, by „nie przeciwstawiać się woli Bożej".

 

POSŁUSZEŃSTWO, POKORA I ŚLUBY ZAKONNE

 

W początkowym etapie swego życia zakonnego Rita miała problemy z zakonnym posłuszeństwem, co nie uszło uwadze Przeoryszy klasztoru. Rita miała już około 40 lat, była osobą zaradną i rozważną. Jej zdrowy rozum kobiecy, często buntował się przeciw bezsensownym nakazom. W klasztorze powierzono jej dwie funkcje: opiekę pielęgniarską nad mieszkańcami Cascia oraz pracę w ogrodzie. Przeorysza i mistrzyni nowicjatu niczego jej nie oszczędziły: żadnej udręki, żadnego upokorzenia, ale nigdy nie pozbawiły jej cierpliwości i słodyczy.      

Przełożona postanowiła wypróbować powołanie Rity i poleciła jej codziennie podlewać od lat obumarły krzew winny stojący przy murze klasztornym. Rita zrozumiała bezcelowość dyskusji z przełożoną i codziennie podlewała krzew. Mogłoby się to wydawać absurdem, ale siostra Rita nie stawiała pytań i była posłuszna.Jej początkowe wzburzenie z czasem, pod wpływem modlitwy i chęci upodobnienia się we wszystkim do swego Oblubieńca, zamieniło się w radosne wykonywanie obowiązku. Czyż Jezus nie był posłusznym aż do śmierci. To niesłychane żeby Bóg był zależny od swoich stworzeń, ale właśnie dzięki temu, Chrystus zbawił człowieka. Nadeszła wiosna. Rita jak zwykle rankiem poszła podlać krzew. Ze zdziwieniem zauważyła na jego gałązkach żywe, rozwijające się pączki. Cud! Nikt nie udowodnił prawdziwości tej opowieści. Jest jednak faktem, że do dzisiaj w cienistym zakątku klasztornego podwórza, pokazują zielony krzew winny, na którym Rita miała ćwiczyć swe heroiczne posłuszeństwo.

 Po daniu dostatecznych dowodów posłuszeństwa, pokory i pobożności siostra Rita otrzymała pozwolenie na złożenie ślubów. Postulantka, a potem wzorowa nowicjuszka, oderwana od wszelkich ziemskich uczuć mogła wypowiedzieć bez trudu trzy zakonne śluby. Przyrzeka żyć odtąd według reguły św. Augustyna. Z innymi siostrami nowa profeska mogła wychodzić, aby udzielać pomocy ubogim i chorym. Doskonale się do tego nadaje.

Blisko 40 lat spędziła Rita jako augustianka w klasztorze św. Marii Magdaleny w Cascia. Było to życie ciche i ukryte, życie modlitwy i pokuty, pełne uczynków miłosierdzia wobec bliźnich, zwłaszcza ubogich, chorych i cierpiących, którym z miłością służyła. Ponieważ matka nauczyła Ritę jak opiekować się chorymi i rannymi, mieszkańcy Cascia chętnie korzystali z pomocy tej czułej i pracowitej zakonnicy.

 

CIERPIENIA I STYGMAT

 

Szczególnym darem Pana Jezusa dla Rity był dar cierpienia. Siostra Rita chciała się we wszystkim upodobnić do Boskiego Mistrza. Aby cierpieć jak On nosiła włosiennicę, biczowała się kilka razy w ciągu dnia tak mocno, że jedna z sióstr znalazła ją kiedyś nieprzytomną w celi. Jednak jej to nie wystarczało. W roku 1443, w okresie Wielkiego Postu rekolekcje głosił znany franciszkanin. Cała wioska chciała go usłyszeć. Siostry także należały do grona słuchaczy. W Wielki Piątek kiedy wyjaśniał z wielkim realizmem boleści Zbawiciela, siostra Rita błagała Pana, by móc odczuć ból przynajmniej jednego z cierni Jego korony... I nagle jeden z gipsowych cierni wielkiego krucyfiksu oderwał się i spadł na sam środek jej czoła. Ból był tak straszny, że siostra Rita straciła przytomność. Nazajutrz rana powiększyła się i zaczęła wydzielać nieprzyjemną woń. Rana nie goiła się. Odpychający zapach pozostawał. Przeorysza ze względu na pozostałe siostry przeznaczyła jej więc celę w głębi korytarza.

Jezus obdarzył ją szczególną łaską uczestnictwa w tajemnicy Jego Męki. 15 lat przed śmiercią otrzymała na czole stygmat korony cierniowej Chrystusa, jako znak szczególnego z Nim zjednoczenia. Nie gojącą się ranę na czole nosiła aż do śmierci. Zniknęła ona tylko na krótki czas, gdy Rita pragnęła wraz ze współsiostrami wziąć udział w uroczystościach kanonizacyjnych św. Mikołaja z Tolentino. Rita miała szczególne nabożeństwo do św. Mikołaja, był on jednym z jej patronów, których wstawiennictwu przypisywała przyjęcie do klasztoru.

Minęło kilka lat. Papież ogłosił rok 1450 rokiem jubileuszowym. Delegacja klasztoru miała wziąć udział w uroczystościach w Rzymie. Siostra Rita też wyraziła chęć pojechania. Przeorysza chętnie by ją wysłała, jednak z jej raną ropiejącą i cuchnącą...! Podróż była niemożliwa. Siostra Rita była głęboko przekonana, że w stosownym czasie zostanie uzdrowiona. Rzeczywiście na kilka dni przed wyjazdem zakonnic, na czole nie było widać najmniejszego śladu stygmatu, choć nie zniknął ból. Przeorysza umieściła ją więc na czele delegacji. Siostry po drodze zastanawiały się, czy mają dość pieniędzy na dotarcie do celu. Rita widząc w ich zachowaniu brak wiary w Opatrzność, na oczach przerażonych zakonnic, wrzuciła wszystkie pieniądze do potoku. Niczego im nie zabrakło ani w drodze do Rzymu, ani w drodze powrotnej. Po powrocie do Cascia, zgodnie z prośbą siostry Rity stygmat znowu pojawił się na jej czole, a z nim odrażający odór. Siostra podjęła na nowo życie w całkowitym odosobnieniu, rozmyślając nad Męką Zbawiciela i poszcząc. Karmiła się jedynie Eucharystią.

             Cztery ostatnie lata życia spędziła w celi, leżąc na słomianym sienniku. Siostry zajęte swoimi obowiązkami, mało się o nią troszczyły, ale i tę samotność Rita przeżywała jako szczególny dar od Boga i możliwość szczególnego z Nim zjednoczenia. Kiedy samotna i bezsilna leżała w swej celi wpatrywała się w opuszczonego Jezusa na Górze Oliwnej.

Jako wdowa musiała znosić wiele upokorzeń, ponieważ tylko dziewice były dobrze widziane w klasztorach. Mimo wielu przykrości doznawanych od współsióstr nadal gorąco modliła się do Boga i rozważała Mękę Jezusa Chrystusa. W życiu wspólnoty zakonnej dane Jej było wiele wycierpieć głównie z powodu niezrozumienia.

 

ŚMIERĆ I KULT 

 

W 1457 r. była już całkowicie wyczerpana życiem pełnym cierpień i pokuty. Zbliżał się jej koniec i nikt w to nie wątpił. Siostra przydzielona jej jako pielęgniarka lękała się każdego wejścia do celi, tak bardzo odpychała woń wydobywająca się z rany. Ritę odwiedzała jednak kuzynka, zwróciła się więc do niej z zaskakującą prośbą. Miała przynieść jej różę z krzaka rosnącego w ogrodzie, którym kiedyś się zajmowała. Trwała jednak surowa zima! Ziemię pokrywał śnieg, więc wszyscy sądzili, że chora majaczy. Jednak kuzynka, zaciekawiona, poszła i wbrew oczekiwaniu wszystkich znalazła przepiękną różę o wspaniałym zapachu. Urwała ją i przyniosła Ricie. Rita przyjęła kwiat z radością jako pożegnalne pozdrowienie ze stron rodzinnych i znak oblubieńczej miłości Chrystusa, który wkrótce wezwał ją do siebie. Sadzonka tej róży włożona do ziemi klasztornego ogrodu rośnie tam od pięciu wieków.

Innym razem Rita poprosiła o przyniesienie fig z jej dawnego figowca. I tym razem kuzynka znalazła w ogrodzie wszystkie drzewa ogołocone: pobawione liści i owoców... z wyjątkiem figowca. Tylko na nim znajdowały się dwie wspaniałe figi. Urwała je i zaniosła chorej. Z każdym dniem chorej ubywało sił. Pewnego dnia oświadczyła, że zjawił się jej Pan Jezus ze Swą Matką. Na jej pytanie: «Kiedy, mój Jezu, będę mogła posiąść Ciebie na zawsze?», otrzymała odpowiedź: «Za trzy dni będziesz ze Mną w Niebie». Siostra Rita poprosiła o sakramenty. W dniu zapowiedzianym przez Jezusa poprosiła Przeoryszę o błogosławieństwo. W chwilę po jego otrzymaniu jej życie łagodnie zgasło. Było to 22 maja 1457 roku. Można naprawdę powiedzieć, że Rita umarła otoczona zapachem świętości.

Okazało się, że rana na czole nagle się zamknęła, ciało przybrało młodzieńczy wygląd, a cela napełniła się przyjemnym zapachem róż, silniejszym i słodszym, niż majowe powietrze. W chwili śmierci Rity dzwony we wszystkich kościołach zaczęły same dzwonić. Mieszkańcy Cascia tłumnie wylegli na ulicę, a kiedy usłyszeli smutną nowinę, biegli tłumnie do klasztoru. Być może jest to tylko legenda, ale jest ona podawana przez najstarszych biografów i świadczy o tym, jakie poruszenie wywołała wiadomość o śmieci Rity. Tłum domagał się, aby natychmiast ciało przeniesiono do kościoła, by można było przy nim czuwać i modlić się. Tej samej nocy zdarzyły się pierwsze cudowne uzdrowienia, które przyczyniły się do szybszego rozprzestrzenienia jej kultu.  

Sława tych zdarzeń, a także sława świętości Rity zaczęła ściągać do grobu św. Rity wielu pielgrzymów. Do dnia dzisiejszego ściągają tam tłumy. Ciało św. Rity, umieszczone w bazylice w Cascia, od ponad 5 wieków zachowuje się w doskonałym stanie, nie uległo rozkładowi. Zostało zresztą cudownie uchronione przed zniszczeniem także w inny sposób. Złożono je w cyprysowej trumnie, po kilku latach kościół, w którym ciało spoczywało, spłonął doszczętnie podczas gwałtownego pożaru. Trumna jednak i ciało pozostały nietknięte.

Kult Świętej rozpoczął wraz z jej śmiercią. Cuda nie przestały się mnożyć: uzdrowienia i nawrócenia. O jednym z pierwszych doniósł wiejski stolarz. Nie mógł już wykonywać zawodu z powodu paraliżu i deformacji ręki. Przyzywał więc wstawiennictwa św. Rity wystawionej na śmiertelnym łożu. Obiecał, że jeśli odzyska władzę w ręce, wykona dla niej trumnę. Ledwie skończył modlitwę, stwierdził, że ręka odzyskała swobodę ruchów i rzeczywiście on wykonał trumnę, w której złożono ciało. Po 3 dniach od śmierci św. Rity liczba cudów stale wzrastała. Czas mijał i trzeba było pochować zmarłą. Jednak jej ciało pozostawało nienaruszone i nadal wydzielało piękny zapach. Postanowiono więc zachować je w kaplicy, pod ołtarzem. I tak nigdy nie złożono go w ziemi.W roku 1595 kiedy napływ pielgrzymów zbytnio przeszkadzał wspólnocie zakonnej, zadecydowano przenieść ciało Świętej do wiejskiego kościoła. Było to wygodniejsze i dla sióstr i dla pielgrzymów.

W roku 1623 na stolicy Piotrowej, po śmierci papieża Grzegorza XV, zasiadł Urban VIII. Jedna z jego siostrzenic zainteresowana życiem i sławą Rity, przekonana o jej świętości udała się do Rzymu przedstawić tę sprawę do szczegółowego zbadania. Papież powołał komisję. Mając przed sobą niezniszczone od 170 lat ciało, wydzielające nadal piękny zapach i po zbadaniu akt stwierdzających liczne cuda, przypisywane wstawiennictwu Rity, doniesienie komisji było tak przychylne, że Urban VIII podpisał dekret o beatyfikacji w roku 1628. Wtedy Rita otworzyła oczy, które miała dotąd zamknięte i takie już pozostały, aż do czasu kanonizacji. Tak na marginesie – cud otwarcia oczu powtarzał się jeszcze wiele razy. Uroczystej kanonizacji dokonał papież Leon XIII 24 maja 1900 roku. Nazwał wtedy św. Ritę "drogocenną perłą Umbrii". Podczas jej kanonizacji papież powiedział też: „Gdyby wszystkie Biblie na

świecie zniszczono, to na podstawie życia św. Rity można by napisać Ewangelię mówiącą o

miłości Boga do ludzi”.          

Sanktuarium Świętej, obejmujące jej rodzinny dom w Roccaporena oraz klasztor i kościół w Cascii, w którym została pochowana, jest miejscem tłumnych pielgrzymek. Sława świętości zaczęła ściągać do grobu Rity wielu pielgrzymów. Gdy za jej przyczyną ma się stać nowy cud - to ciało jej wydaje miłą woń. Zaczęły mnożyć się wizerunki i modlitwy do służebnicy Bożej.

Święta Rita nazywana jest „patronką spraw trudnych”. Jej postać jest wzorem świętości aktualnym także i dziś, po wielu wiekach. Istnieje też wyróżnienie związane z jej imieniem - Nagroda Św. Rity - przyznawana jest osobom dającym swą postawą świadectwo przebaczającej miłości. Otrzymały je między innymi matka Ks. Jerzego Popiełuszki i piosenkarka Eleni.

Innym przejawem kultu św. Rity jest święcenie róż. Liturgiczne wspomnienie św. Rity przypada 22 maja. Z tym dniem wiąże się zwyczaj poświęcania róż. Wierni używają ich, by uprosić pomoc w różnych potrzebach duszy i ciała, powierzając swoje troski i problemy wstawiennictwu św. Rity. Zwyczaj ten zachowywany jest nie tylko w sanktuarium w Cascia, ale i w innych ośrodkach kultu św. Rity w wielu krajach. W Polsce kult św. Rity pozostawia wiele do życzenia. Z tego co wiem, to Kraków, Nowy Sącz i Borowy Młyn. Ale miejmy nadzieję!  

 

MOJE SPOTKANIE ZE ŚWIĘTĄ RITĄ

 

            Wspomniałem już, że byłem u św. Rity. Nigdy nie zapomnę tego spotkania. To był nie tylko jakiś tam wyjazd, ale ogromna nauka dla mnie. Cascia to małe miasteczko zbudowane na ogromnej górze. Na samym szczycie mieści się klasztor sióstr augustianek i bazylika św. Rity. To w niej znajduje się kryształowa trumna z ciałem świętej. Ciało jest idealnie zachowane, nie uległo rozkładowi mimo upływu tylu lat. Klęczeć u jej stóp, to wielka łaska i niesamowite uczucie. Modlisz się, mając ją przed własnymi oczyma! Tego nie da się opisać. Bazylika jest przepiękna piękna, jej wnętrze – niesamowicie kolorowe.

Tuż obok bazyliki znajduje się klasztor, w którym wiele lat mieszkała Rita. Można go oczywiście obejrzeć od środka. Siostry są bardzo miłe. Na wejście do klasztoru czasami czeka się czasami nawet kilka godzin, tylu jest tam pielgrzymów. W klasztorze kolejna miła niespodzianka – na początek zobaczyć można ów winny krzew, który podlewała Rita na polecenie przełożonej. Rośnie do dzisiaj i myślę, że będzie rósł jeszcze przez wiele lat. Chodzisz po miejscach, w których żyła, modliła się, cierpiała i służyła ludziom św. Rita. Niesamowite! Dodam, iż wiele budowli pamięta czasy św. Rity. Niewiele się tam zmieniło, a upłynęło pięć wieków!

Kolejne piękne miejsce to Roccaporena. Tam urodziła się i żyła św. Rita. Od Cascii to tylko 5 km. W sumie blisko. Jadąc tam zastanawiałem się kto mi pokaże to wszystko, kto mi o tym opowie? Włosi to naród mówiący praktycznie tylko po włosku. Trudno się z nimi porozumieć. Dla nich włoski to język międzynarodowy. I tu leży problem zagranicznego pielgrzyma. Jak się z nimi dogadać? Wiem ,że uczą się języków obcych w szkole: francuskiego, niemieckiego czy angielskiego. Niestety, co z tego, skoro nie posługują się nimi. Wyjeżdżając do Włoch warto o tym pamiętać. Miałem ten problem, ale jadąc prosiłem Ritę, aby mi w tym pomogła. I wiecie co? Pomogła! Kiedy dojechałem do Roccaporena, pytałem kilkunastu napotkanych czy rozmawiają po angielsku lub niemiecku. Niestety, nikt! Aż tu nagle widzę pewną kobietę prowadzącą pod rękę starszego Pana. To samo pytanie: czy mówi Pani po angielsku? Niestety nie. Po chwili rozmowy łamanym włoskim, okazało się, że to Polka! A ów starszy Pan to ksiądz – Don Stefano. Cóż za szczęście! Ksiądz Stefan spędził tam już ponad 40 lat. To on doprowadził do piękna owe miasteczko. Zobaczyłem wszystko (i jeszcze więcej!) dzięki tym ludziom. Wiedziałem czyja to sprawka! Rita naprawdę pomaga! Na koniec poszliśmy do baru coś zjeść. Zgadnijcie kto był właścicielem? Także Polka! I jak tu nie dziękować św. Ricie?! Takich dziwnych „zbiegów okoliczności” miałem tam kilka. Rita to wielka święta! Pamiętajcie o tym!                          

 

NA ZAKOŃCZENIE

               

W Polsce, Rita jest być może mało znaną świętą Kościoła Katolickiego. Liturgia mówi o niej, ale w tzw. wspomnieniu dowolnym. O wiele inaczej sprawa wygląda w Stanach Zjednoczonych, Francji, Hiszpanii czy Włoszech. Tam jej kult jest wprost przeogromny. Moja „przygoda” ze św. Ritą zaczęła się zupełnie przypadkowo – od tzw. sprawy beznadziejnej. Można w takiej sytuacji narzekać, biadolić, czekać z założonymi rękami lub wyrywać sobie włosy z głowy. Nie ma to jednak sensu. Znam lepsze rozwiązanie – modlitwa. Mój przyjaciel powiedział mi kiedyś, że jest jakaś włoska święta od spraw po ludzku niemożliwych. I tak to się zaczęło. No i nigdy mnie nie zawiodła. To naprawdę wielka święta. Nie tylko wysłuchuje naszych modlitw, ale też uczy zaufania Bogu w każdej sytuacji. To święta dla każdego stanu. Wzór dla wszystkich ludzi.

            Cóż mogę Ci powiedzieć, Drogi Internauto? Jedno tylko – w razie kłopotów módl się do świętej Rity. Ona naprawdę jest „specjalistką” od spraw trudnych, beznadziejnych i po ludzku niemożliwych. Mnie uratowała życie! O kilku cudach mogą także powiedzieć Ci, którzy u nas się modlili.Sam byłem ich świadkiem. To wielka Święta naszego Kościoła!!!     

 

 

 

 
 

安i皻a

Wtorek, XX Tydzie zwyk造 Rok A, I Wspomnienie Na

Liturgia s這wa

Czytania:

  • Ewangelia:

Sonda

Jak cz瘰to odmawiasz r騜aniec?

Codziennie

Kilka razy w tygodniu

Bardzo rzadko, okazjonalnie

Powiem szczerze: wcale!


Statystyki

www.stat.4u.pl

D德i瘯